środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 18

O, witam Was w nowym roku. Jakoś specjalnie się nic nie zmieniło... Proszę, proszę mamy tutaj dorosłą osiemnastkę.


18.

Koncentrowałem się. W tym momencie stałem na jednej z mniejszych scen, na których udało mi się już stać. Uchyliłem lekko powieki, unosząc przy tym jedną brew. Omiotłem spojrzeniem wszystkie zebrane osoby przede mną.
Z tyłu stali chłopcy, rozgrzewający ręce do zagrania utworów. Odwróciłem się do nich z zachęcającym uśmiechem, na co wszyscy zgodnie skinęli głowami. Poprawiłem słuchawkę w uchu, by przypadkiem mi nie wypadła, co dość często mi się zdarzało.
Słysząc pierwsze nuty, zwróciłem się w stronę publiki, która wpatrywała się w nas jak w obrazek. W ich oczach byliśmy kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju, a przynajmniej u części osób byliśmy. Nieprzeciętni. Wczułem się w rytm, dosłownie za kilka sekund zaczynam swoją część. Przymknąłem jedno oko, a gdy usłyszałem prawie niedostrzegalną dla kogoś z zewnątrz pauzę, wprowadziłem swoje struny głosowe w ruch.
Wyraźnie akcentowałem wyrazy do tego przeznaczone. Z każdą chwilą zatracałem się jeszcze bardziej w szaleństwie muzyki, które towarzyszyło mi od dzieciństwa. Skoro Gus, Georg i Tom dają z siebie, ile mogą, przy każdym występie, ja zamierzam dać z siebie jeszcze więcej. Wszystko musi wypaść perfekcyjnie albo doskonale, byleby nie przeciętnie.
  Wraz z moim głosem ściszał się też bas, by potem zagrać jeszcze głośniej, przebić się przez dźwięki wydawane przez inne instrumenty. Na scenie czułem, że żyję i to właśnie z nią wiążę plany na przyszłość, bo wręcz nie wyobrażam sobie życia bez tych wszystkich małych i dużych koncertów. One już stały się częścią mnie i mojego świata, a ja stałem się częścią nich.
Po zakończeniu dwóch wybranych przez całą czwórkę piosenek, stałem w pełni z siebie i z reszty zespołu zadowolony. Pojedyncze krople potu perliły mi się na czole, nie ze względu na wysiłek, lecz z okropnej duchoty panującej w pomieszczeniu.
Długo nie musieliśmy czekać na nagrodę, oklaski oraz okrzyki idealnie spełniły jej rolę. Uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany, zabierając mikrofon ze sobą. Poprawiłem chustę na ramieniu, która przytrzymywała gips nieruchomo. Całe szczęście, że niedługo mi go zdejmą, bo zaczynam się czuć brudno.
Skrzywiłem się na myśl, co mogę zobaczyć po zdjęciu takiego rodzaju opatrunku. Jednak szybko oddaliłem od siebie ten obraz, nie pora teraz na rozmyślanie o takich rzeczach.
Najważniejsza część show właśnie się zacznie. Jeden podpunkt wykonany, więc czas zabrać się za drugi. A ta część w zupełności należy do Toma, niech się tym razem wykaże, bo ostatnio był jakiś przymulony.

                                                                    *~*                                                 

Minął dzień, a ja wciąż nie mogłam poskładać wydarzeń z wczorajszego dnia do kupy.
Simone.
Hunter.
Rzemyk.
Wyścigi.
Za dużo tego na raz, zaraz nie będę mogła normalnie odpowiadać na podstawowe pytania, za względu na mój przegrzany organizm.
Oglądałam piorunująco nudny program o leniwcach w specjalnym dla nich ośrodku, gdzie przebywają w momencie, gdy najbardziej tego potrzebują. Jakże ekscytująco i niezwykle szybko rozgrywała się walka pomiędzy osobnikami tego gatunku.
Nawet moje myśli zaczynają być sarkastyczne. Pozostawmy to bez komentarza, jeszcze ciekawe wnioski z tego powychodzą.
Dzień, jak co dzień. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Lekcje minęły zaskakująco szybko i bez zbędnych uwag nauczycieli, co do mojej skromnej osoby. Zupełnie jakby sobie odpuścili, ot tak. A to przecież do nich niepodobne, coś musiało być na rzeczy. Albo ktoś. Tylko co lub kto? Z dnia na dzień nikt się nie zmienia, a do tego wszyscy w tym samym czasie, co do osoby. Jakby się zmówili.
Po powrocie do domu nie miałam nic interesującego do roboty, chociaż powinnam zabrać się za tłumaczenie kolejnego kawałka, ale uznałam, że pierw oddam im ten gotowy i dopiero potem zobaczę, co da się zrobić z resztą. Także siedzę w salonie, na kanapie, oglądając odmóżdżające programy, obok mnie siedzi Dominick całkowicie pochłonięty szukaniem czegoś w internecie, a od czasu do czasu zapisując coś na pomiętej kartce z kalendarza.
Odwróciłam głowę w jego stronę, jednym okiem przyglądałam się mu, zaś drugim sprawdzałam co dzieje się na ekranie.
- Co robisz?- spytałam, wciąż przewijając kanały w telewizji. Zatrzymałam się dopiero, gdy natrafiłam na stację muzyczną.
- Szukam potrzebnych informacji- mruknął, notując numer telefonu na kartce.
Westchnęłam, jak zwykle zwięzła odpowiedź. Jak jest zajęty to wręcz nie da się z nim nawiązać kontaktu.
Do podnóża kanapy przydreptał uradowany rottweiler.
- Wskakuj- zachęciłam go, klepiąc dłonią koc, na którym siedziałam. Ostatecznie pomogłam psiakowi wejść, bo bidulka nie mógł sobie poradzić ze wskoczeniem. Ułożyłam go sobie na kolanach i zaczęłam drapać za uchem, co ewidentnie mu się spodobało, bo zaczął wesoło dyszeć.
Nick odłożył laptopa na bok. Rozciągnął się leniwie, ziewając, i skierował swoje miodowe oczy na mnie.
- Jak sprawdzian?
Spojrzałam na niego spod uniesionych brwi.
- Nie mów, że cię to interesuje- powiedziałam lekceważąco.- Poszedł mi dobrze.
Trochę gorzej niż dobrze, ale nie musi tego wiedzieć.
- To dobrze, bo ja właśnie znalazłem uczelnię- odpowiedział niby od niechcenia, a mimo to kąciki jego warg ułożyły się w nieśmiały uśmiech.
- Naprawdę?- niedowierzałam.
- Nie, na niby- sarknął. Przewrócił teatralnie oczami.- Muszę tylko zadzwonić.
- To na co czekasz?- rzuciłam, ściszając pilotem głośność telewizora.- Dzwoń. Teraz- ponagliłam, pieszcząc kulkę zwiniętą na kolanach.
- Jutro, muszę jeszcze coś sprawdzić.- Zbył moją prośbę machnięciem ręki.
- Rób jak chcesz.- Odpuściłam, przechylając głowę, by lepiej widzieć teledysk.
Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy między sobą, pogrążeni we własnych myślach lub zainteresowani piosenkami, lecz odgłos burczącego brzucha zwrócił uwagę Nicka. Posłał mi półuśmieszek, na co tylko wzruszyłam ramionami.
- Jestem głodna, zróbmy coś do jedzenia- zajęczałam, wstając z kanapy, uprzednio przenosząc drzemiącego Huntera na beżową tkaninę.- Chodź, pomożesz mi.
- Ale ja…- Zaczął protestować, a mimo to podążył za mną do kuchni.
- Nie jesteś teraz zajęty to mi pomożesz- skwitowałam sięgając w stronę jednej z półek.
- No dobra, to co mam zrobić?- Podszedł przyglądając się moim ruchom.
- Wyciągnij kukurydzę, czerwoną fasolkę i groszek z tamtej szafki.- Wskazałam palcem trzecie drzwiczki od lewej.- I odcedź od nich wodę. Zrobimy sobie tortille, hm?- zaproponowałam, wyciągając pierś z kurczaka z lodówki.
Sięgnęłam po nóż, po czym pokroiłam mięso w kostkę i wrzuciłam na rozgrzaną patelnię. Posypałam przyprawą do gyrosa i przykryłam przykrywką, by mięso szybciej się usmażyło.
- Kapusta pekińska czy lodowa?- Usłyszałam brata, który stał z dwoma warzywami w dłoni, nie wiedząc, który z nich powinien wybrać.
- Pekińska- odpowiedziałam.- Lodowa to sałata.
Upiłam łyk wody z butelki. Założyłam za ucho niesforne kosmyki włosów.
- Pokrój najdrobniej jak potrafisz- poinstruowałam i popatrzyłam na niego. Ściągnęłam brwi.- Powiedziałam pekińska, prawda?- Chciałam się upewnić.
- No tak, a co?- zapytał zdumiony, odkładając nóż na bok.
- To jest lodowa, Nick- skarciłam go. Uśmiechnęłam się, zabierając sałatę w celu podmienienia ją na właściwą zieleninę.
- Nigdy się nie nauczyłem tego w dzieciństwie, to i teraz tego nie zapamiętam.- Westchnął, kiedy mieszał zawartość półmisku, do którego wcześniej wkroiliśmy pomidory, oliwki oraz dorzuciliśmy warzywa, które miał za zadanie odcedzić.
Gdy kurczak był gotowy, zdjęłam go z palnika. Starłam ser i poprosiłam Starszego, by wyciągnął przygotowany już wcześniej sos z jogurtu, pieprzu oraz odrobiny ziół, w tym czosnku z lodówki.
- Nicka- zagadnął.- Wiesz, że jest pizza w zamrażarce?
- Niemożliwe- odpowiedziałam od razu. - Sprawdzałam wcześniej i jej nie było.
- A jednak ją znalazłem, ale już trudno. Zjemy to, co upichciłaś.- Wrócił z sosem w ręce.
- Razem to ugotowaliśmy- sprostowałam.- Teraz tylko w placki to pozawijać i możemy zasiadać do stołu- podsumowałam, biorąc ciasto w jedną rękę.
- Jesteś pewna, że nie ma w nich mleka? Wiesz, że nie toleruję laktozy.
- Wiem, i zapewniam cię, że nie ma tutaj ani krzty mleka. Sama chemia- pocieszyłam go, dając kuksańca w bok.
Z przygotowanych przez nas składników wyszło po dwie tortille na osobę i solidna porcja sosu. Umywszy ręce, zasiedliśmy do stołu.
Przez to całe gotowanie zrobiłam się jeszcze bardziej głodna, niż byłam wcześniej.
- Smacznego- powiedzieliśmy równocześnie, zabierając się za późny obiad.
Dawno nie jadłam czegoś swojej roboty, więc mogę stwierdzić, że wyszło nawet niezłe. Mój żołądek z pewnością będzie zadowolony do tego stopnia, że będzie kazał mi od razu pójść spać.
Dominick szturchnął mnie lekko łokciem. Posłałam mu pytające spojrzenie, zajadając się drugą porcją dania. Wskazał brodą ekran telewizora. Niechętnie się odwróciłam, a gdy ujrzałam swój lewy profil na zdjęciu z Simone, zakrztusiłam się jedzeniem. Brat poklepał mnie po plecach.
- Dzięki- wykrztusiłam, po czym wstałam od stołu.
Z zaciekawieniem przyglądałam się zespołowi, który siedział na czerwonej kanapie. Blondynka (powiedziawszy szczerze, nie wygląda na inteligentną. Wiem, stereotypy, ale no…) jak mniemam, zadawała im pytania.
- Ostatnio często widać tę dziewczynę w waszym towarzystwie, szczególnie bliźniaków- dodała.- Przybliżycie nam jej osobę?- Kobieta przysiadła się bliżej Billa.
Często? Przecież ja nawet z nimi nigdzie nie chodzę. Jedynie do szkoły i w ich domu, a tam przecież nie ma dziennikarzy. Chyba że nie umiem patrzeć, a to już inna sprawa. W ogóle to skąd to zdjęcie? Nic nie zauważyłam…
Tom pochwycił mikrofon od brata i zaczął wyjaśniać.
- To nasza ku…
- Kujonica- wypalił szybciej Bill, spoglądając na brata spod łba.
Kujonica? A to ciekawa, bo wybitna z nauki to ja nie jestem.
Założyłam ręce na biodra i tupałam nerwowo nogą, czekając na wyjaśnienia.
- Nie rozumiem.- Zmieszała się prowadząca.- Kujonica?
- Tak ją nazywamy- ciągnął dalej Kaulitz.- Jest inteligentna i pomaga nam w kilku sprawach.
- I do tego jest piekielnie denerwująca- wtrącił swoje trzy grosze Tom.
Nie miałam ochoty ich dalej słuchać, toteż wyłączyłam telewizor. Z mieszanymi uczuciami wróciłam do jadalni, gdzie siedział Nick, który nawet nie przerwał posiłku. Ba! Już zaczynał się dobierać do mojego.

*~*

- Odwaliło ci?- syknąłem zaraz po wywiadzie.
Co on sobie wyobraża? Jakby powiedział, co zamierzał Nicka nie dałaby mu żyć. Nie wspominając o mediach, które by o tym trąbiły bez końca przez najbliższe tygodnie.
- Chciałem ładnie wybrnąć z tej sytuacji- bronił się, wsiadając do auta z przyciemnianymi szybami.
- Następnym razem zostaw to mnie, bo gdybyś powiedział, że jest naszą kuzynką, byłoby z nami krucho. Mówiąc delikatnie. Użyj czasami mózgu, Tom, bo mam wrażenie, że z każdym dniem jest coraz mniejszy.
- Powiedział, co wiedział. Teraz ciebie będzie nękać, bo nazwałeś ją kujonicą.
- A ty niezłą dupą- odgryzłem się, kiedy ruszyliśmy w stronę hotelu, gdzie spędzimy ostatnią noc w Nurembergu.
- Niby kiedy?- powiedział zdziwiony, patrząc na mnie zaszokowanym wyrazem twarzy.
- Nie pamiętasz już? Skleroza dopadła?- zapytałem ironicznie, nie mogąc się powstrzymać od piskliwego głosu.
- Nie przypominam sobie- mruknął, gdy pocierał dłonią brodę, co miało spowodować, że jakimś cudem tak nagle mu się to przypomni.
- Nie myśl tak długo, słyszę jak ci trybiki w mózgu chodzą.
- To chyba dobrze, co nie?- odpowiedział mijająco, w momencie gdy skręcaliśmy na podjazd hotelu.
- Nie. To oznacza, że nie używasz go zbyt często- rzuciłem zdenerwowany, wysiadając z pojazdu trzaskając przy tym głośno drzwiami.
Momentalnie oślepił mnie blask fleszy, a mimo to przecisnąłem się między tłumem reporterów. Uśmiechnąłem się sztucznie, po czym zniknąłem za drzwiami ekskluzywnego budynku.



~
Dziwne, zrobiłam się głodna.

Lovegood Adrianna- Ja Cię nastraszyłam Simone? Wypraszam sobie, to wszystko zasługa Nicki. Żebyś wiedziała, jakie ona miała teorie... Normalnie już grób chciała kopać. Nie wiem jak ona to robi, ale chyba neutralność jest u niej wrodzona. Ale też nie chce się jakoś specjalnie narzucać i woli powiedzieć krótko i na temat, a nie za dużo.
Marta Rys- Ano zgadzam się, matka bliźniaków jest kochana. Mnie Tom w tej roli już zawsze będzie śmieszył, ale no wyrobił się w tym chłopak. Tak, żebyś wiedziała, że mam coś do tych serduszek. 
Sylwia Szymańczuk- Cóż, ja z moją siostrą mam podobnie, tylko że raczej nie pałam do niej zbyt wielkim entuzjazmem. Nawet nic o tym nie mów, tak nagle się przerzucić z "Pani" na "Simone", można się pogubić. O, ja też kocham te futrzaste kulki, które mruczą w nocy.
Ka.- W pełni się z Tobą zgadzam, to trzeba być Tobą, żeby takie rzeczy robić. Ale wiesz, Ty czytasz od tyłu, a ja liczę w pewnym momencie punkty na sprawdzianie do tyłu. Jeden rozdział, a można już się w akcji pogubić. Po pierwsze zbyt krępujące, a po drugie mało naturalne. Być może dała radę, ale to dziwne oraz trudne do zdefiniowania uczucie wciąż będzie ją prześladować. Tak, tak to jest jak się nie dba o swojego pupila. Niczego nie zamierzam zmieniać w stosunku Simone do Nicki, no chyba że coś mi po drodze stanie, a mam taką jedną sytuację. Ale jeśli się nie dowie, to będzie w porządku.
Adrianna Katarzyna- Ależ nie masz za co przepraszać, naprawdę. Ja się nawet nie przyznam ile mam zaległości, przeraża mnie to. Dasz radę, ja wierzę w Ciebie to i Ty uwierz w siebie i swoje możliwości. Dlaczego akurat różowe motylki? A nie na przykład: zielone? To strasznie irytująca czynność, bo potem nagle wracasz do rozmowy i nie masz zielonego pojęcia, co się wcześniej wydarzyło. A widzisz, czyli wcale nie spodziewałaś się czegoś bardziej "Wow" Twój mózg Ci to wmówił, wierz mi. Simone odpoczęła na chwilę, to z pewnością, i pogadała z przedstawicielką swojej płci.  Skorzystała z okazji, to pierwsza rzecz, a druga, że coś jeszcze się z bransoletkami w najbliższym czasie wydarzy.
unnecesarry- Nareszcie mogę odpowiedzieć na jakiś komentarz z Twojej strony, cieszę się niezmiernie. Mnie właśnie ostatnio też usuwają się całej i pięknie ułożone komentarza, co doprowadza mnie do szału, ale potem jakoś idzie. Przeważnie wszystkie niepowodzenia są spowodowane moją głupotą. Zabieg ten jest celowy, ma dawać wrażenie, że te myśli są jakby zupełnie innej osoby, co jest ważnym wątkiem. Wiadomo nie każdego interesuje to samo, zupełnie jak wyczerpująco długie opisy J.R.R Tolkiena; niektórzy się nimi fascynują, a inni pomijają. Muszę się rozwijać, bo inaczej stanę w miejscu, a tego nie chcę. Muszę się jeszcze sporo nauczyć. Akurat ta scena miała być humorystyczna i chyba mi się udało uzyskać zamierzony efekt. Pytasz, która matka kupuje synom biżuterię? Odpowiadam: Simone Kaulitz! Tak właśnie ją widzę, jako kumpelę dla wszystkich, ale też i kobietę, z którą można porozmawiać na poważnie. Dobre stwierdzenie, Nicka rzeczywiście potrzebuje trochę czasu, by przekonać się do ludzi i stwierdzić, że jednak są warci zaufania. 
A 19. już za tydzień- 14.01

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 17

Zauważyliście? Nowy szablon. Zauważyliście, prawda? Co o nim sądzicie? Mnie się nawet podoba, zwłaszcza, że sama go wykonałam, także ja się tam z niego cieszę, a Wam? Jezu...jaka ja jestem upierdliwa.



Czułam się obco jadąc jednym samochodem z Simone. To takie stresujące, bo nie znam tej kobiety, a ona wydaje się być taka odstresowana i zrelaksowana. Być może jest to spowodowane tym, że jest starsza i dokładnie wie czego chce. A w tym momencie wymaga czegoś ode mnie.
Zatrzymując się na czerwonym świetle przed jednym z największych skrzyżowań w mieście, zaczęła mi wszystko tłumaczyć. Ale tak naprawdę wszystko, od podszewki. Przez to poczułam się jeszcze bardziej nieswojo, nie byłam przyzwyczajona do takiego typu rozmów. W ogóle jestem przyzwyczajona do bardzo niewielu rzeczy, więc w sumie było to zrozumiałe. No przynajmniej dla mnie.
Opowiadała mi przez całą drogą, a ja słuchałam jej tylko jednym uchem, gdyż świat za szybą wydawał mi się o wiele ciekawszy niż to, co miała mi do powiedzenia blondynka. Wyłapywałam co ważniejsze informacje, a gdy mnie coś bardziej zainteresowało, byłam w stanie oderwać wzrok od świata zewnętrznego i dokładnie się jej przyjrzeć, kiedy mówiła. Dobrym słuchającym nie jestem, ale obserwator ze mnie niczego sobie. Dlatego też przykładam tak małą wagę do tego, co mówię ja lub inni, a skupiam się na mimice twarzy, ruchach, jakie się wykonuje, gestykulacji, która pomaga w jakiś sposób nam lepiej ubrać myśli w słowa, czy też na czynnościach, które wykonujemy w czasie swoich opowieści. Zdarza mi się lepiej poznać osobę po jej zachowaniu, niż po tym, co mówi. Gdyż, jak wiadomo, nie zawsze opowiadamy słowa będące prawdą lub, co gorsza, są one zupełnie sprzeczne z tym, co zaraz zamierzamy zrobić.
Prosty przykład: Siedzisz sobie z przyjaciółmi, zajadacie się pysznie wyglądającymi kanapkami, przygotowanymi przez mamę jednego z przyjaciół. Przekazujecie sobie wszelakie informacje lub zdarzenia, wymieniacie się między sobą plotkami na temat, który najbardziej was interesuje i śmiejecie się z siebie nawzajem. Potem przychodzi czas na umawianie się w sprawie wyjścia, na które czekacie już od dość długiego czasu. Po krótkich potyczkach słownych macie już wszystko ustalone. Miejsce, czas, datę, a nawet, co będziecie robić w danym miejscu. I nadchodzi ten dzień, problem w tym, że jedna osoba rozpierdala ten cały plan, robiąc coś zupełnie innego, a do tego próbuje wam mydlić oczy oraz wmówić wam jakąś rzecz, o której w ogóle nie było mowy,
Dobra, może ten przykład nie jest zbyt dobry, ale ważne, że ja wiem o co w tym wszystkim chodzi. Nie rozumiesz toku mojego rozumowania? Pocieszę cię, nie jesteś sam. Ja też siebie czasami nie do końca rozumiem. Czasami dziwię się, co może zakwitnąć w tej mojej wielkiej głowie. Strach mnie ogarnia, gdy wyobrażam sobie, że mogłabym wszystko wprowadzić w życie. Z pewnością moje pomysły mogłyby kogoś poważnie skrzywdzić oraz dodatkowo zrobić niezłą miazgę z mózgu. Wyobraźcie sobie, że biorę czyiś mózg- załóżmy, że Dominicka- i zaczynam gadać do niego moje chore teorie. Już widzę, jak próbuje ode mnie uciec, a ja skutecznie mu to uniemożliwiam, przez co musi ciągle mnie słuchać. Po wysłuchaniu co najmniej pięciu pomysłów zrobiłaby się z niego różowa papka, a tylko gdzieniegdzie byłoby widać strukturę mózgu, lecz przeważnie byłaby z tego gładka masa.
Okay, moje myśli są obrzydliwe. Mózg Nicka jakoś to znosi, ale co innego z mózgami bliźniaków. Chyba za bardzo odbiegam od tematu, czy ja zawsze muszę myśleć o tych wszystkich rzeczach na raz? Robi się to nieco uciążliwe.
Skupiłam się na postaci, siedzącej obok mnie. Czujnym spojrzeniem trzymała się drogi, którą dążyłyśmy do celu. Lekko się uśmiechała, mrużąc przy tym zabawnie oczy. W tym momencie wydała mi się strasznie podobna do Billa i Toma. Razem tworzyli w mojej głowie roześmiane chochliki, które tak na mnie wpływały, że wprost nie mogłam się nie uśmiechnąć. Każde z nich emanowało dużą ilością pozytywnej energii i nie dało się oprzeć im urokowi. Sympatyczna rodzinka, nie ma co. Co jakiś czas pomagała sobie w mowie rękoma, choć nie odrywała dłoni od kierownicy, a czasami zerkała na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami. Wyglądała jakby była wobec mnie zupełnie szczera i mimo dużej różnicy wieku nie traktowała mnie, jakbym była z niższej sfery.
Spotkałam się z tym, że dorośli przeważnie patrzą z góry na nastolatków. Według mnie jest to niedorzeczne, bo przecież każdego powinno się traktować z należytym szacunkiem, a przede wszystkim trzymać na równi ze sobą. Problem w tym, że dorośli uwielbiają faworyzować dzieciaki, przez co reszta czuje się gorsza, mniej ważna. Cóż, tak nasz świat został zbudowany i niestety jedna osoba nie jest w stanie go zmienić. Bo to nie świat jest zły, a ludzie na nim mieszkający. Przebrzydłe bestie, które niczym nie różnią się od drapieżników, polujących na potencjalną ofiarę.
Za to zdążyłam ją polubić, bo traktowała mnie normalnie. Nie patrzyła na to, jak wyglądam- a przynajmniej mam taką nadzieję- co sobą reprezentuję ani na to, jakie relacje łączą mnie z jej synami.
Z tego, co udało mi się wyłapać z jej rozmowy, wychodziło, że cały zespół pojechał na jakiś występ do innego miasta w Niemczech. Mają mieć tam dwa wywiady oraz coś jeszcze. Pewnie coś ważnego, ale po co mi taka wiedza? Nie interesuje mnie to. Jeszcze… I to dlatego nie ma ich dzisiaj, jutro chyba też, w domu. Więc wczorajsze wahanie Billa podczas wieczornej rozmowy zostało wyjaśnione. Co do tego, co Simone zamierza zrobić, to wiem tylko, że jedziemy do centrum handlowego i że mamy coś tam kupić. Czasami żałuję, że nie potrafię skupić się dostatecznie na rozmowie, żebym potem nie musiała ciągle się pytać, o co tak właściwie chodzi.
Po zaparkowaniu auta obie wysiadłyśmy z niego, po czym ruszyłyśmy w stronę wejścia do galerii. Na parkingu było dość mało ludzi, choć w środku pewnie się od nich roi.
- Na początku pójdziemy do zoologicznego- powiedziała Simone, kiedy zjeżdżałyśmy po ruchomych schodach na poziom niżej.- Muszę zaopatrzyć Kasimira w karmę i nową obrożę. Koty mają tendencję do częstego gubienia swoich rzeczy.
- Macie państwo kota?- spytałam ze szczerą ciekawością, bo jak dotąd nie udało mi się zobaczyć tego pupila.
- Mamy i niezły z niego rozrabiaka. Chłopcy o nim nie wspominali?- zdziwiła się.
Mijałyśmy śpieszących się ludzi w ślimaczym tempie. Z tego co się orientuję to sklep zoologiczny jest na samym dole, więc mamy jeszcze dwa piętra do zejścia.
- Jakoś nie wspominali- rzekłam, poprawiając plecak na ramieniu. Nie wiem, jakim cudem to robię, ale mój plecak zawsze jest tak samo ciężki i wygląda jak napakowany tysiącem zbędnych rzeczy.
- A to dziwne, bo z Billa to straszna gaduła jest. Przysięgam, czasami buzia nie zamka mu się przez dobre minuty.- Znów na jej ustach zagościł ciepły uśmiech.
Uśmiechnęłam się głupio do siebie.
- Chyba tak, nie mam zdania- odpowiedziałam w miarę normalnie, chociaż w moim głosie dało się wyczuć lekkie rozbawienie.
- Niedługo się przyzwyczaisz- zapewniła.- Z tego, co zauważyłam to chyba się polubiliście.
- „Chyba” to dobre słowo, do końca nie jestem pewna. Musi pani wiedzieć…
- Mów mi Simone- przypomniała, kładąc mocny nacisk na ostatnie słowo.
Nie lubię zwracać się do dorosłych na Ty, ja nawet nie potrafię tego zrobić. Wydaje mi się to wtedy nie na miejscu. Matka zawsze kazała mi się do siebie mówić z szacunkiem i nie była dla mnie przyjaciółką, jak inne matki dla swoich dzieci. Sprawiało mi to duży problem, bo w jakiś sposób nie była mi przez to bliska. A patrząc na Simone, mam wrażenie, że ona jest taką przyjaciółką dla wszystkich, Dobrze to o niej świadczy, gdyż podziwiam takie osoby.
- Musisz wiedzieć, że jestem małomówna i lekko nieśmiała- powiedziałam niepewnie, wciąż czując się niekomfortowo.
Weszłyśmy do sklepu, który był naszym pierwszym celem. Od razu po wejściu do niego do moich nozdrzy doszedł mocny zapach trocin, wody z akwarium, plastiku oraz karmy dla zwierząt. Nie wiem jak, ale ta specyficzna woń dodała mi odwagi, której właśnie w tym momencie zaczynało mi brakować.
- Rozumiem. Przynajmniej nie będzie ci przeszkadzać, kiedy oni będą wciąż nawijać i zmieniać tematy jak rękawiczki- zaszczebiotała, kierując się w stronę półek z jedzeniem dla czworonogów.
Swoją droga mojemu też wypadałoby coś kupić, zdecydowanie mu się należy. Chociażby za to, że zaczyna być bardziej ufny. Takie zachowania powinno się nagradzać i ja właśnie mam zamiar to uczynić.
- Simone, nie przeszkadza ci to, jak wyglądam?- Zadałam pytanie, które chodziło już za mną od dłuższego czasu. Wiem, że jest ono dziecinne, ale wolę się upewnić, niż potem wysłuchiwać obelg zza moich pleców.
Chwyciła pudełko z suchą karmą o smaku drobiu, po czym odwróciła się w moją stronę i lustrując wzrokiem, rzekła:
- Nicka, wygląd ma dla mnie najmniejsze znaczenie. Ważne, żeby to tobie się on podobał, i żebyś to ty się w nim dobrze czuła. Od małego powtarzam to moim chłopcom, w końcu każdy z nim ma inny styl, który niekoniecznie musi podobać się ludziom.- Zbliżyła się do mnie o parę kroków.- I, nie. Nie przeszkadza mi twój wygląd. Poprzez ubrania wyrażamy po części siebie, lecz o nas świadczy tylko to- mówiąc to, postukała lekko tuż nad moją piersią wskazującym palcem.
Odwróciła się do mnie tyłem, by zaraz potem ruszyć w stronę stanowiska z akcesoriami dla pupili.
Podążyłam słusznie za kobietą, uważnie rozważając jej wcześniejsze słowa.
Przeważnie spotykałam się z ostrą krytyką, jeśli chodzi o mój wygląd zewnętrzny. Raz wyszła z tego powodu mocna kłótnia, która przerodziła się w dziewczęcą bójkę z jedną z przedstawicielek szkolnego samorządu. Była poważna do tego stopnia, że obie musiałyśmy porozmawiać z dyrektorem placówki. Skutkiem było zawieszenie mnie w prawach ucznia na tydzień, natomiast ona straciła swoją pozycję z szkole. I to wszystko za sprawą włosów w fioletowym kolorze. Tak, w podstawówce miałam jakąś fazę na tą barwę. Więc słowa pani Kaulitz- chociaż w myślach mogę się tak do niej zwracać- lekko mnie zaskoczyły. Szczerze to spodziewałam się innej reakcji.
- Dodatkowo podoba mi się ten turkusowy, jest taki żywy- zagadnęła, przeglądając najróżniejsze obróżki dla kota.
- Dziękuję- wydukałam zdezorientowana.
- Nie często słyszysz komplementy…?- bardziej stwierdziła niż zapytała.
- Raczej unikam się ich słyszeć, co prawda brat nie szczędzi sobie docinek wobec mnie, ale to facet, więc łatwo zrozumieć takie postępowanie.- Wzruszyłam obojętnie ramionami- Szuka pani czegoś konkretnego?
- Simone, mów mi po prostu Simone- zaśmiała się, a mnie dopadło dziwne wrażenie, że naprawdę woli, bym się do niej zwracała w taki sposób.- I nie. Potrzebuje tylko małą, prostą oraz chłopięcą obrożę dla leniwego kota. No dobrze, leniwy nie jest, ale wygląda na takiego- dodała po chwili namysłu.
Przyjrzałam się zawartości półki. Było tu tak wiele różnorakich akcesoriów, że ciężko byłoby wybrać tylko jedną. Wzrok błądził po wszystkich materiałach, lecz wciąż nie mogłam go utkwić w jednej rzeczy dłużej niż na kilka sekund. Ostatecznie moje oczy spoczęły na szarej obróżce bez zbędnych dodatków, prócz małego kawałka metalu w kształcie rybki, który był przeznaczony do zapisania na nim adresu, gdyby kot się zgubił.
Chwyciłam ją w dwa palce i podałam stojącej obok mnie Simone.
- Masz dobry gust- pochwaliła mnie.- Tego właśnie szukałam, to wszystko stąd. Chodź.
Odłożyłam resztę trzymanych rzeczy, po czym skierowałam się ku kasie, przy której stał, a właściwie leżał znudzony bądź też bardzo zmęczony sprzedający. Po drodze zgarnęłam kość do gryzienia dla Hunta oraz kilka smakołyków, na które będzie musiał zasłużyć, gdyż zamierzam nauczyć ko kilku sztuczek.
Osobno zapłaciłam za swoje rzeczy, choć Simone próbowała mnie przekonać, że wcale nie muszę za to płacić, bo przecież to ona mnie tutaj zaciągnęła.
Mam wrażenie, już od jakiegoś czasu, że mama bliźniaków zdecydowanie różni się od znanych mi matek. Nawet bardzo się różni, nie mam pojęcia jak to opisać, ale zdecydowanie łatwiej jest z nią złapać kontakt niż z niektórymi osobami w jej wieku. Choć ciało już nie takie młode, to dusza z pewnością młodociana, a przy tym ma duże doświadczenie życiowe. Ciekawa i niezwykle intrygująca mieszanka.
Zapłaciwszy za zakupy, Simone powiedziała mi, że idziemy do sklepu jubilerskiego, gdzie jej się przydam.
Jako kobieta, tfu, tfu, dziewczyna powinnam mieć o biżuterii jakieś podstawowe informacje, przynajmniej teoretycznie. A w rzeczywistości ta wiedza była u mnie objęta małym zakresem. Gdyby spytała się o coś innego, mogłabym jej o wiele bardziej doradzić, a tutaj to ja do niczego się nie przydam.
Stanęłyśmy przed gablotkami z drogocennymi, jak dla mnie, bransoletkami. Ich blask bił mnie po oczach, dosłownie. Nie no, przesadzam lekko, ale wyglądają olśniewająco.
- Idziemy stąd- zarządziła kobieta, na co ja oderwałam wzrok od świecidełek.- Nie podoba mi się mężczyzna za ladą, jest jakiś podejrzany- mruknęła, odchodząc.- A ceny są zdecydowanie za wysokie, nie tego szukamy.
Przytaknęłam.
Drugi sklep wydawał się bardziej zrównoważony, jeśli chce się patrzeć na wszystko. Różniły się od siebie, co lepiej na mnie wpłynęło, bowiem w tym czułam się swobodniej.
Ponownie podeszłyśmy do szyb, za którymi kryły się przeróżne drobiazgi.
- Potrzebuję twojej rady, bo nie wiem, co może się teraz podobać nastolatkom. Trendy dość często się ostatnio zmieniają, wciąż liczę na lekką pomoc z twojej strony, Nicka- usłyszałam po swojej prawej stronie.
Pokiwałam lekko głową na znak, że jej uważnie słucham.
- Szukam czegoś prostego, a zarazem wyjątkowego- dopełniła, przyglądając się mojej twarzy.
Nie rób nic dziwnego, po prostu odpowiedz.
Patrzyłam na kobietę zdezorientowana,  przecież ma dobry gust, z pewnością coś wymyśli, więc ja nie jestem tutaj potrzebna.
- Dla kogo? Jeśli można spytać- dorzuciłam, unikając jej wzroku.
- Dla bliźniaków, mała niespodzianka.- Zwróciła się ku szybie.- Co sądzisz o tych?
Podążyłam wzrokiem za jej palcem wskazującym.
Jeszcze jako tako znałam się na kobiecej biżuterii, ale męska zdecydowanie odpada.
- Bransoletka czy naszyjnik?- Czułam się jak ekspedientka, która musi tak wyeksponować towar, który ma na sprzedaż, by ludzie zdecydowali się na jego zakup.
- Ty mi powiedz- poprosiła.
- Osobiście wzięłabym bransoletkę, bo wisiorka raczej nie chcieliby nosić. W szczególności Tom. Ale to moja zdanie- dodałam szybko, widząc jej minę.- Więc nie musi pani kierować się moją opinią.
- Simone- przypomniała, oddalając się od sklepu.
Żeby nie zostać w tyle, szybko do niej dołączyłam.
- Jeśli ma być to bransoletka, potrzebuję do niej kilku materiałów. A resztą się sama zajmę.
Ulżyło mi, że tym razem wymigam się od pomocy, w końcu mogło się to inaczej potoczyć.
- Rzemyk jest najważniejszy- powiedziała, wyciągając szyję, aby lepiej zobaczyć stoisko z takimi rzeczami.
Nie wiedziałam, co mogłabym odpowiedzieć, toteż postanowiłam milczeć. Póki mogę.
Znajdując się na miejscu, odeszłam na kilka kroków. Simone zaczęła rozmawiać z kobietą przy stoisku na temat odpowiedniego koloru rzemyka. Rzuciłam przelotne spojrzenie w stronę kobiet, lecz dostrzegając sznurek w kolorze kości słoniowej, zatrzymałam na nich dłużej wzrok.
Kąciki moich ust poruszyły się nieznacznie, by potem przerodzić się w szeroki uśmiech. Byłam zwrócona twarzą do ekranów telewizorów wystawionych w sklepie. Wyświetlały się urywki wyścigów motocyklowych, bez dźwięku wydawało się to nudne, lecz ja znałam cały przebieg rozgrywki na pamięć. Na koniec ukazało się podium z wygranymi. Na pierwszym miejscu Włoch, na drugim Hiszpan i na trzecim Amerykanin.
W dzieciństwie marzyłam o tym, że w przyszłości to ja będę stawać na takim podium, że to właśnie ja będę wygrywać wyścigi. I wiecie co? Wciąż nie wyrosłam z tego marzenia, w szczególności, że zamierzam je zrealizować. Pierwszym punktem, bym mogła je osiągnąć, jest Dominick. A konkretnie jego studia z całą tą przeprowadzką.
Już niedługo.

~
Następne spotkanie dopiero w nowym roku- 07.01
Dobra, miałam ochotę i to naprawdę wielką, żeby skomentować to powyższe, ale się powstrzymam.

Sylwia Szymańczuk- Doprawdy? Ja kocham jabłka, jakbym miała na nie uczulenie to chyba bym się załamała. Są za dobre. Dominick może sprawiać takie wrażenie, ale to jej brat, więc jemu nie wypada być zazdrosnym. Być może jest to też spowodowane tym, że w jakiś sposób jest dla niej przyjacielem i wtedy więzy krwi spadają na niższą półkę. W ogóle, jakby miała takie relacje z siostra to wszystko odbieralibyście inaczej, bo w końcu są to dwie dziewczyny, nie? Z bratem też można się mocno zżyć, a oni właśnie nam to pokazują.
Lovegood Adrianna- Na cukier musisz sobie poczekać, ja nawet nie wiem czy on u mnie zagości. A jak już będzie to obawiam się, że możesz go przeoczyć. Nick wcale nie zniszczył jej rękopisów, to jej wina. Powinna pomyśleć i zamknąć tą fiolkę, ale jej się nie chciało, więc teraz ma za swoje. Posprzątał jej, bo inaczej to by mu żyć nie dała. Mały manipulator. A Simone nie taka straszna, hm? Tak, dziewięć osób się najadło, w szczególności pewna piątka.
Marta Rys- A Ty znowu mi jęczysz o swojej nieporadności, ogarnij się. Tak, musiałam dać AKURAT TĄ piosenkę, wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać. Przecież jest taka świetna! Oczywiście, że wybaczamy Nickowi, jemu można wybaczyć wszystko. No prawie... Tom malował Billa już nie raz, także w tej kwestii nie masz nic do gadania. Tak, ja wiem, że Nicka bardzo przypomina Ci mnie, ale bez przesady, są pewne rzeczy, których bym nie zrobiła. Twoje rady są świetne, lecz nawet Ty wiesz, że nigdy z nich nie skorzystam. Tym razem obyło się bez cudownych rysunków mojej siostry w tymże Świętym zeszycie. (Więcej serduszek się nie dało?)

Ostatni dzień roku 2014, a ja kompletnie nie wiem, co mogę Wam tutaj napisać. Cóż, może tak: Życzę wszystkim wspaniałego roku, żeby 2015 był jeszcze lepszy od tego, żebyście zbierali coraz to więcej wspomnień i uwieczniali je gdzie się tylko da, żeby niczego Wam w życiu nie brakowało, a przede wszystkim, żebyście byli szczęśliwi oraz spełniali swoje najskrytsze marzenia, tak jak Nicka.