12.
Godzinę po jej wyjściu, wciąż siedzieliśmy w studiu. Rozmawialiśmy,
śmialiśmy się, a przede wszystkim czekaliśmy.
– Wydaje mi się, że Nicka sobie z tobą pogrywa – powiedział Georg, ciągle
pijąc tę samą puszkę od godziny. Najdziwniejsze było to, że wyglądała jakby nic
z niej nie ubywało.
– Wydaje się. Sądzę, że po prostu łagodnie daje ci do zrozumienia, iż nie
masz u niej szans – odparłem, trzepiąc przyjaciela w głowę.
– Kto jak to, ale Tom u każdej ma szansę – zażartował chłopak z szerokim
uśmiechem.
– Jak widać, ona nie jest "każda" – wtrącił Tom, który dotychczas milczał. Rozpuścił dredy, ściągnął buty (dzięki Bogu, że skarpetki oszczędził) i położył się brzuchem na kanapie.
– Jak widać, ona nie jest "każda" – wtrącił Tom, który dotychczas milczał. Rozpuścił dredy, ściągnął buty (dzięki Bogu, że skarpetki oszczędził) i położył się brzuchem na kanapie.
Zawsze gdy się czymś zamartwiał, urządzał jakieś dziwne wygibasy na
meblach. Raz wcisnął się do szafki w kuchni i usnął na całą noc, bo miał zły
sen, w którym grałem główną rolę.
– Odpuścisz? – spytałem, patrząc na niego z zaciekawieniem.
– Chyba powinienem – rzucił zrezygnowany, kładąc dłonie na twarz oraz
swobodnie nimi po niej przejeżdżając.
Popatrzyliśmy z basistą na siebie. On wzruszył ramionami, po czym wyszedł z
pomieszczenia, tym samym zostawiając nas samych.
Słabe światło lampy stojącej za mną oświetlało postać Dreda. W tym
momencie wydał mi się taki zamyślony, pogubiony… i stary. Wcześniej nie
widziałem go w takim stanie wywołanym przez jakąkolwiek dziewczynę. Sprawa
musi być poważniejsza, niż sądziłem.
Przesiadłem się na krzesło obok niego. Podniósł na mnie zmęczone oczy.
Zmęczone z przepracowania, z bezsilności oraz z nadmiaru uczuć w jednym czasie.
Zwęził oczy do tego stopnia, że została niewielka szpara, przez którą się mi
przyglądał. Pozwoliłem mu na to, niech robi to, co uważa za słuszne lub co
jest mu do czegoś potrzebne. Spokojnie wpatrywałem się w jego skamieniałą twarz
pokerzysty. Z każdym oddechem bliźniaka, garbiłem się. Mógłby już coś
powiedzieć, bo trochę niepokojące zaczyna się to robić.
– Mówisz tak, bo ci się podoba – wypowiedział szeptem, a mnie zaczęło
szybciej bić serce. – Nawet nie protestuj – rzucił wrogo w moją stronę, gdy byłem
gotowy do kontrataku.
Przyznaję, zbił mnie tym z tropu. Tak, to prawda. Nicka mi się podoba, lecz
nie oznacza to przecież, że odbiję ją własnemu bratu.
– Byłeś pierwszy – przypomniałem, obracając na palcu pierścionek z czarnym
kamieniem, który w odpowiednim świetle przybierał granatową barwę. Prezent od
Toma na zeszłoroczną gwiazdkę.
Nastała krępująca cisza, co dla nas było w pewien sposób sygnałem, iż
szykuje się poważniejsza rozmowa na dany temat. Żaden z nas nie chciał jej
przerwać. Cisza była muzyką dla moich uszu do czasu, gdy do pokoju wparował
menadżer zespołu. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i niewyobrażalna
furia. Jednak zniknęły, kiedy nas zobaczył. Ulżyło mi, bo już myślałem,
że w naszą stronę skierowane są te negatywne emocje.
– Co u was tak ponuro? – zagadnął, zapalając więcej świateł. – W sumie to i lepiej,
bo mamy poważne rzeczy do załatwienia – mruknął jakby do siebie.
To nie wróży nic dobrego. Przeważnie, gdy rzucone zostaje hasło „musimy
pogadać”, kończy się kłótnią i napiętymi relacjami między zespołem a Jostem.
Jest dla nas jak ojciec, tego faktu nie da się podważyć. Łączy nas specyficzna
więź, która z każdym dniem się pogłębia. Jest, trwa i niekiedy uczy nas, jak
postępować w danych sytuacjach. To on nas wprowadził do tego świata pełnego
fleszy z każdej strony. Dobry, aczkolwiek stanowczy, jeśli sytuacja tego
wymaga, członek tej małej rodzinki.
Rozsiadł się wygodnie w fotelu, pogrzebał w torbie z laptopem i bez żadnego
wstępu czy zbędnych wyjaśnień przeszedł do rzeczy.
– Do kiedy mieliśmy wyrobić się z płytą?
– Z Zimmer 438? – spytał niepewnie Tom, siadając.
Zająłem miejsce obok niego.
Zająłem miejsce obok niego.
– A masz jakąś inną? – prychnął David.
– Jest jeszcze Scream. – Cichy głos wydobył się z moich ust.
Myślę, że bardziej mu o tę chodzi, bo z drugą, a właściwie trzecią, jesteśmy już
prawie gotowi. Kilka poprawek i będzie gotowa do sprzedaży.
– Chodzi o anglojęzyczną. Akurat z niemieckim krążkiem nie ma problemu – potwierdził. – Tylko jeden; musimy przenieść jego termin promocji, tak żeby był
mniej więcej w tym samym czasie co Zimmer.
– Z nim to jakoś do czerwca, jeśli dobrze pamiętam. Mamy luty, jeszcze
sporo czasu.
– Sporo czasu – zakpił z wyraźnym niezadowoleniem.
Moment, a zaraz wybuchnę. Dosłownie. O co mu chodzi? Przecież nam dobrze
idzie. Opóźnienia nie przewidujemy, przynajmniej na razie.
– Jak zapewne już wiecie. Przetłumaczenie tekstu wcale nie jest takie
proste, jak początkowo się wydaje. A my właśnie utknęliśmy. Dodatkowo osoba
zajmująca się tym nagle musiała zrezygnować, więc zostaliśmy na lodzie. Co
prawda, mamy prawie połowę po angielsku, lecz reszta wciąż czeka na swoją kolej.
Szczerze powiedziawszy, potrzebujemy osoby, która doskonale zna ten język i
biegle się nim posługuje. Tak dobrze, żeby w tekście zachowany rytm, sens, a
przede wszystkim przekaz, który tak łatwo umyka. Chyba wiecie, co mam na
myśli? – powiedziawszy to, spojrzał na nas, na co my odpowiedzieliśmy lekkim
skinieniem głowy. – Doskonale. Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że taka
osoba powinna być w waszym wieku. Bo jak wcześniej zauważyliście, poprzednia
nie do końca spełniała wasze wymogi. Zdecydowanie łatwiej będzie nawiązać z nią
kontakt i lepiej zrozumie powierzone zadanie. Choć i takiego wyboru są
konsekwencje. Między innymi długość wykonywanej pracy, dokładność jej wykonania
oraz zaangażowanie. Zwracam się z tym do waszej dwójki, gdyż może znacie
takiego człowieka. Obojętnie czy dziewczyna, czy chłopak. Liczy się jakość, a
nie osoba – podsumował, wstając z siedzenia. – Przemyślcie wybór, a ja zaraz
wracam. Idę zrobić kawę, chcecie coś? – Uśmiech rozpromienił jego twarz, ukazując
zmarszczki przy kącikach ust oraz oczu. Wyszedł, nie czekając na odpowiedź.
Ponownie zostaliśmy sami.
Ktoś nam kiedyś opowiadał o wybitnej uczennicy, ma ponoć naprawdę
imponujące wyniki z tego języka. Ponoć mieszkała w Ameryce, ile w tym prawdy
jest? Nie wiem. Tylko kto to był? Imię chociaż? Wygląd? Cecha
charakterystyczna? Za nic w świecie sobie teraz tego nie przypomnę. Pamiętam, że jest na drugim roku, jak my, więc z dogadaniem nie będzie
problemu. Prędzej z przekonaniem do tego pomysłu.
Zerknąłem na Toma.
Siedział z zamyśleniem wymalowanym na twarzy. Można powiedzieć, że jego
miny są bezcenne. Nadają się do oglądania przez kilka okrągłych godzin. A na
zdjęciach to już w ogóle ma miny, jak mało kto. Uwielbiam jego mimikę i nieraz, nie dwa poprawił mi nieświadomie humor w naprawdę paskudne dni, które
zdarzały się coraz częściej. Opierał brodę na pięści i wpatrywał się w jakiś
nieruchomy punkt za oknem.
Jestem już bliżej, niż dalej. Minutka, dwie i jej imię rozbłyśnie, jak dioda
w mojej głowie.
Przygładziłem włosy, które od rana sterczały mi na wszystkie strony
świata. I to nie dlatego, że zużyłem dużej ilości lakieru. Dziś go
oszczędziłem tyle, ile się dało. Jak tak dalej pójdzie, to włosy zaczną mi
wypadać i jak ja wtedy będę wyglądać? Łysiejący Kaulitz z umalowanymi oczami i
ekstrawaganckim strojem. Nie, to by nie przeszło. Sama wizja wydaje mi się już
dość drastyczna, a co dopiero, gdyby się ziściła. Wolę nawet o tym nie myśleć.
Wystarczy zapamiętać, że muszę używać mniej lakieru, bo prawie dwie całe
butelki to zdecydowanie za dużo. Chociaż, żeby wyglądać jak człowiek, dla
innych jak lew, jeż bądź, dla nielicznych, palma, trzeba się natrudzić.
Tom szturchnął mnie lekko łokciem, co przywróciło mnie do
rzeczywistości. Posłałem mu pytający wzrok wraz z głupawym uśmiechem.
– Ja wiem, kogo nam potrzeba – stwierdził, wskazując na ozdobne ornamenty na
fortepianie, a prościej mówiąc, na ów instrument.
– I jak? Dogadaliście się, co? – Wkroczył mężczyzna z parującym kubkiem
czarnej, mocnej kawy.
– Nicka Rauch – wypowiedzieliśmy równocześnie.
*~*
Leżę w łóżku z kołdrą naciągniętą po sam czubek turkusowej czupryny. Nogi
podciągnięte pod samą brodę, zimne palce u rąk rozgrzewają moje zziębnięte
stopy. Nienawidzę być chora, od razu odechciewa się cokolwiek robić. W pokoju panuje duchota i półmrok, ale nie ma to dziś znaczenia, gdyż mam
dzień leniwca. Nic nie muszę robić, od szkoły odpocznę, od nich.
Przeziębiłam się wczoraj, co było poniekąd moją winą, bo nie znoszę nosić
szalików. Ale to nie moja wina, że nie lubię, kiedy materiał nieprzyjemnie
gryzie moją skórę, a potem dziwna, swędząca wysypka wychodzi w podrażnionym miejscu. Zależy od
materiału, ale ja producentom i ich zapewnieniom i tak nie ufam. Kto wie, co
oni tam wsadzają.
Przekręciłam się na drugi bok. Tabletki nasenne, które postanowiłam zażyć
po nieprzespanej nocy, dawały o sobie znać. Ziewnęłam, a znalazłszy sobie
wygodną pozycję, udałam się do spoczynku.
W tym momencie rozdzwonił się telefon leżący na etażerce za moimi plecami.
Miałabym go w dupie, gdyby nie to, że dzwonił przeszło od pięciu minut. Zabiję
osobę, która śmie zakłócać mój spokój. Gołymi rękami, najlepiej jeszcze
dzisiaj, a jeśli powód nie okaże się być ważny, pośpieszę się jeszcze bardziej.
Wyciągnęłam leniwie rękę spod puchowej kołdry i bez patrzenia na ekran
odebrałam.
– Słucham? – Zachrypnięty głos od suchości w gardle dał o sobie znać.
– Witaj, kłamczuszku – usłyszałam po drugiej stronie radosny głos mężczyzny.
– Nie jestem kłamczuszkiem, i kto mówi? – wybudziłam się z ostatnich
wspomnień na jawie.
– W takim razie musiałem pomylić numer, skoro nie jesteś kłamczuszkiem,
którego szukam. Choć masz bardzo zbliżoną formę wypowiedzi – odezwał się
ponownie, a w tle usłyszałam głos drugiej osoby. Znajomy głos.
– Tom, to ty?
– O proszę, to jednak ty. Wiedziałem, że się nie pomyliłem.
– Po co dzwonisz? Jestem… em – rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu
jakiegoś punktu, na którym zaczepiłabym się na chwilę. Biurko, biała kartka,
długopis, esej. – Zajęta. Tak jakby.
Skąd on wytrzasnął mój numer? Nie podawałam mu go ani żadnej innej osobie.
Czego ode mnie chce i co w zamian mam dać? Kłamczuszek, gorzej już nie dało się
mnie nazwać. Cóż za kreatywność, warto docenić.
– To zajmie tylko chwilkę.
Odłożyłam telefon na poduszkę i dałam na głośnik. Ręka mnie boli, a jak są
wygodniejsze rozwiązania, to się z nich korzysta, czyż nie?
Bez ostrzeżenia, czyli zapukania, bo do mojego pokoju się puka, wkroczył
mój brat. O czym Nick ostatnio dość często zapomina. Sklerotyk, prawie taki jak
ja.
– Nicka? – doszedł do moich uszu stłumiony głos spod poduszki, pod którą
znalazł się telefon. Zignorowałam go, obserwując poczynania brata.
– Co tam ukrywasz? – zapytał z rozbawieniem, zaciekle szukając czegoś w
mojej szafie.
– Nic – odburknęłam, tłumiąc napad kaszlu.
– Przecież widzę. Zaraz wychodzę, tylko znajdę moje spodnie. Pozdrów tam
ich ode mnie.
– Spodnie? Twoje? U mnie w szafie?
– Łatwo się pomylić, masz prawie taki sami tyłek jak ja. – Chwycił jakiś
bordowy materiał w ręce i udał się do drzwi. – Pozdrowisz?
– Kogo? – udałam zdziwienie.
– Ich, trudno przychodzi ci ukrywanie pewnych rzeczy. Uszy robią ci się
czerwone, gdy rozmawiasz z jakimś chłopakiem. Wnioskuję, że masz do czynienia z
dwoma, bo dodatkowo policzki też masz zaczerwienione.
– Za dobrze mnie znasz – powiedziałam zaskoczona, nigdy wcześniej mi tego
nie mówił
– Bo nie od dziś – rzucił na odchodnym.
Z mętlikiem w głowie odrzuciłam poduszkę na bok. Połączenie wciąż trwało.
– Zawstydziłeś ją, a nie mówiłem, że tak będzie? Nieprawda. Prawda. Zaraz
się odezwie. – Krótka wymiana zdań po drugiej stronie wywołała nikły cień
uśmiechu na mojej twarzy.
Usłyszałam, jak ktoś przechwytuje telefon, na co druga osoba odpowiedziała
westchnieniem. Odchrząknęłam.
– Cześć, tu Bill – przywitał się chłopak.
Przewróciłam oczami.
– Czego chcecie? – zapytałam, zaintrygowana ich zachowaniem.
– Bo jest taka jedna, maluteńka sprawa.
– Tak? – ponagliłam.
– Wiemy, że znasz dobrze angielski. A tak się składa, że potrzebujemy
właśnie takiej osoby. I dzwonię, by zapytać się, czy zechciałabyś nam pomoc przy
tłumaczeniu tekstu utworów na naszą płytę?
W sensie, że przy tłumaczeniu piosenek? Co ja, chodzący słownik jestem?
Ponoć to dobry zespół, ale jak widać potrzeba mu pomocy kogoś z zewnątrz. Oj,
nie bądź dla nich taka surowa. Rozważ pomysł, a dopiero potem osądzaj.
– Chyba sobie kpisz – rzuciłam oschlej, niż się spodziewałam. Cholera, miało
być stanowczo, a nie groźnie.
– Przemyśl to – poprosił i odłożył słuchawkę.
– Czekaj! Skąd masz mój numer?
– Ma się swoje sposoby – powiedział Tom, zanim przerwał połączenie.
Opadłam na poduszki.
Co ja mam zrobić? Przyjąć propozycję czy może wręcz przeciwnie? Z jednej strony może to być ciekawe. Ale czy tego właśnie chcę? Rozpoczynać znajomość ze świadomością, że nie ma ona przyszłości, ponieważ pewnego dnia wyjadę i kontakt się urwie. Ma to sens? Warto w to zainwestować? W sumie to tylko pomoc. Tylko pomoc… Do odważnych świat należy. Szkoda, że moja odwaga mieści się w ziarnku grochu. Prześpię się, a potem oddzwonię. Ewentualnie pogadam z Dominickiem. Zrobię cokolwiek, byleby nie tkwić w miejscu.
Co ja mam zrobić? Przyjąć propozycję czy może wręcz przeciwnie? Z jednej strony może to być ciekawe. Ale czy tego właśnie chcę? Rozpoczynać znajomość ze świadomością, że nie ma ona przyszłości, ponieważ pewnego dnia wyjadę i kontakt się urwie. Ma to sens? Warto w to zainwestować? W sumie to tylko pomoc. Tylko pomoc… Do odważnych świat należy. Szkoda, że moja odwaga mieści się w ziarnku grochu. Prześpię się, a potem oddzwonię. Ewentualnie pogadam z Dominickiem. Zrobię cokolwiek, byleby nie tkwić w miejscu.
~
To wyżej, podoba mi się. Kolejny, miejmy nadzieję- 03.12
Wiedziałam,że mnie nie zawiedziesz ! :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie Ci poszedł ten rozdział. Wydaje mi się,że Tom faktycznie się nie podda co do Nicki...prawda :>?
No i świetny pomysł z tym tłumaczeniem, wydaje mi się,że wtedy może coś się stać ;D Hyhyhy ! :)
Weny Ci życzę ! :*
Kompletnie nie wiem jak zacząć, za duży mętlik w głowie, więc chyba zacznę od rzeczy najważniejszej. Kurde kurde kurde! Obydwóm Kaulitzom się podoba się Nicka! W sumie mam wielką ochotę napisać "Wiedziałam, że tak będzie.", ale mimo wszystko i tak trochę mnie to zdziwiło,a raczej ZASZOKOWAŁO, WCISNĘŁO W KRZESŁO. Ogólnie ten rozdział strasznie gra na emocjach, bo na przemian się śmiałam 'Zawsze, gdy się czymś zamartwiał urządzał jakieś dziwne wygibasy na meblach.', 'Łatwo się pomylić, masz prawie taki sami tyłek jak ja.' i miałam szkliste oczy przez co moja mama, która jest ostatnio trochę ( trochę bardzo) przewrażliwiona się pytała czy mam jakieś problemy z zapanowaniem nad emocjami. xD xD xD Cudowny rozdział i chyba powinniśmy zacząć świętować, bo pierwszy raz napisałaś, że twój wpis ci się podoba. Sukces! Czekam na więcej ;)
OdpowiedzUsuńSuper!
OdpowiedzUsuń"Raz wcisnął się do szafki w kuchni i usnął na całą noc, bo miał zły sen, w którym grałem główną rolę". <-- mój ulubiony fragment!
Bliźniacy są tacy slodcy :DD
Czekam na 3 grudnia!!!
Pozdrawiam ciepło ^^
Jak już wspominałam, Blogger mnie nie lubi i sobie ze mnie kpi. Hm, pod jedenastką pisałam, że podoba mi się styl w jakim tworzysz. Prosty język, prosty przekaz - to lubię, a czasami mam wrażenie, że autorzy FFTH dość patetycznie podchodzą do tematu pisania (sama czasami tak mam, ale w niektórych momentach nie mam wyboru). Mniejsza, czas na komentarz do tego odcinka. Pierwsze co to nie jestem w stanie wyobrazić sobie Toma z okresu Zimmera jako smutnego nastolatka. Jakoś mi to do niego nie pasuje, ale w zasadzie to, co wiemy, to jego kreacje... No i łysiejący Bill - to pobiło wszystko xD Dziękuję za rozweselenie! I ta jednomyślność bliźniaków. Jestem ciekawa, czy Nicka się zgodzi i co wyjdzie z ich współpracy.
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej :) Pozdrawiam i życzę weny! :-*
Ooooo :D Dobry pomysł z tym tłumaczeniem tekstów. Nicka z pewnością dzięki temu zbliży się do chłopaków. Mnie też zaskoczyło, gdy Tom stwierdził, że ona Billowi również się podoba. Jednak fajne było, jak Bill powiedział, że tamten był pierwszy :D To jest fajne u braci :)
OdpowiedzUsuńOdcinek bardzo przyjemny i dobrze, że Ci się podoba. To najważniejsze! Więcej weny i do przodu :) Pozdrawiam ;*
Nie lubię nie mieć czasu i pisać komentarzy z telefonu, ale jak mus to mus.
OdpowiedzUsuńJedna dziewczyna i dwóch bliźniaków, którym się podoba. To zapowiada kłopoty i dużo ciekawych sytuacji. Aż nie mogę się doczekać co dalej napiszesz, bo masz tak naprawdę duże pole do popisu i mam nadzieję, że to wykorzystasz.
Pozdrawiam i życzę weny :-)
NIech przyjmie ta propozycje, niech przyjmie <3
OdpowiedzUsuńTrochę chaotycznie, ale podoba mi się :D
OdpowiedzUsuńJa wiem, że ona się zgodzi, po prostu musi!
Kłamczuszku....Suooootko <3